28 stycznia 2013

Catrice Infinite Matt czyli od nienawiści do miłości.

Od kilku ładnych lat byłam wierna podkładowi Maybelline Affinitone i w zależności od pory roku dobierałam odpowiedni odcień. Jednak pod koniec ubiegłego roku w Drogerii Natura pomachał do mnie z szafy podkład Catrice Infinite Matt w kolorze 010 light beige. Skoro już mnie zaczepił to postanowiłam go przygarnąć. I tak rozpoczęła się nasza wspólna droga od nienawiści do miłości.

Na początku zniechęciła mnie konsystencja, byłam przyzwyczajona do bardzo wodnistego Affinitone, Catrice Infinite Matt jest dość gęstym podkładem.
Pierwsza aplikacja podkładu - naniosłam podkład na palce, ogrzałam chwilę i nałożyłam.
O zgrozo! Gdzie ten obiecywany mat ? Spokojnie mogłam się zatrudnić jako latarnia morska.
Aplikacja druga przy użyciu pędzla języczkowego. Podkład rozgrzany na dłoni, więc ciach na pędzel i na twarz. I szok! Do braku zmatowienia dołączyły piękne smugi.
Chciałam juz odpuścić, ale do trzech razy sztuka.
Aplikacja trzecia przy pomocy pędzla "skunksa" - to był strzał w "10". Podkład pięknie stopił się ze skórą, pokazał się wytęskniony mat.
Dobrze, że nie spisałam produktu od razu na straty, odpowiedni sposób apilkacji uczynił z tego podkładu mojego ulubieńca.
Podkład ma dosyć dobre krycie, jednak z większymi niespodziankami ma problemy. Na mojej twarzy mat utrzymuje się około 5-6 godzin ( oczywiście makijaż wykończony jest pudrem sypkim lub w kamieniu ).
zdjęcie pochodzi ze strony www.catrice.eu

Produkt mieszka w ciężkiej szklanej butelce z pompką i tutaj absolutnie nie mam się do czego przyczepić.
Jedyny minus to bardzo uboga gama kolorystyczna.
Cena ok. 25 złotych.
                                                                      Alessa : )


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz